23 08 2018

PAWIMENT


Nowa kategoria na stronie.

Kategoria: 100 Gwiazd
Napisał: folbluty

W ramach projektu Agencji Jeździeckiej Anna Artur Bober - „Polscy Mistrzowie – Konie i Ludzie, 100 gwiazd polskiej hodowli i sportu na 100-lecie niepodległości” na naszej stronie dodajemy kategorię „100 Gwiazd”. Będziemy prezentować w niej konie pełnej krwi zgłoszone do projektu przez Polski Związek Hodowców Koni Pełnej Krwi Angielskiej. Ta wyjątkowa inicjatywa jest znakomitą okazją do przypomnienia najlepszych polskich folblutów oraz ich wyścigowych i hodowlanych sukcesów.

Nasz cykl zaczynamy od konia wyjątkowego.

Na zdjęciu tytułowym: ogier PAWIMENT ciemno gniady ur. 02.02.1974 r. (Mehari – Pytia po De Corte i Putnia po Pink Pearl) hodowli SK Iwno. Fot. „The European Racehorse”.

Rodowód:

Pawiment to wnuk świetnego zarówno na bieżni, jak i w stadzie (szczególnie w roli ojca matek, a także ojca dwóch derbistów – braci Humbug i Hubert), włoskiego pochodzenia, ale hodowli SK Golejewko, ogiera De Corte (San II – Dossa Dossi po Spike Island) 1951, który w treningu Konstantego Chatizowa biegał 2-4 letnim 15 razy: 8xI - Mokotowska, Przychówku, Derby, St. Leger, Wielka Warszawska, Warszawy na Mityngu KDL w Moskwie, 5xII – Iwna, Moskwy i Puchar na Mityngu KDL w Berlinie, Prezesa Rady Ministrów, Puchar na Mityngu KDL w Moskwie, 2xIII – Widzowa, Wielka Warszawska. Użyty w hodowli, z powodzeniem przedłużył ród ogiera Łeb w łeb (Villars – Rossadana po Percy) 1931 hodowli Andrzeja Morstina (jak podaje prof. Witold Pruski  faktycznym hodowcą konia był Ryszard Zoppi w SK Kozienice), poprzez jego syna og. San II (od Eloe po Magasan) 1940 hodowli Antoniego Potockiego z Albigowej.

Na zdjęciu: Ogier De Corte. Fot. „125 lat wyścigów konnych w Polsce”.

Matka Pawimenta - Pytia dwukrotnie zwyciężała w wieku 3 lat i jest półsiostrą świetnego ogiera Polonez (po Aquino), który sięgnął po klasyczną szarfę Rulera, a także Nagrody Skarba i Łeb w łeb, a co najważniejsze okazał się nieprzeciętnym reproduktorem w polskiej hodowli koni sportowych - szczególnie w SK Nowielice. Polonez dał wartościowe potomstwo startujące we wszystkich konkurencjach jeździeckich. W ujeżdżeniu znakomicie spisywały się Mytrop i Erb, w skokach przez przeszkody Szampan, Harmonia, Hera i Jorga, a w WKKW – Frakcja, Koper, Optyk, Harmonia, Fant, Finezja, Stroik, Kadryl i Sander.

Na zdjęciu: Ogier Polonez. Fot. Zofia Raczkowska.

Ojcem drugiej matki Pawimenta jest urodzony w 1948 roku Pink Pearl (Pilade – Rosa Nera po Nektar) hodowli Stanisława Janasza, o którym tak pisał Andrzej Szydlik: „To był wielki crack wczesnych czasów powojennych. Już od samego początku kariery toczy twarde boje z nieodłącznym „cieniem” – Arrasem. W 5 startach w wieku 2 lat odnosi 4 zwycięstwa, przegrywając z nim raz. Rewanżuje się szybko w Produce, pokonując konkurenta aż o 5 długości. Z ogromnym więc zainteresowaniem oczekiwano ich pojedynków w wieku 3 lat. Pink Pearl doznaje porażki w Iwna, wygrywa Fils du Vent, w Derby nie startuje – wygrywa je Arras, którego rekord na dystansie 2400m (2’30”) trwał, trwał i trwał… w sumie 36 lat. Przed ogromnymi sukcesami międzynarodowymi Pink Pearl wygrywa St.Leger. Pierwsze zwycięstwo odnosi w Derby w Pradze (Arras był drugi). Szczyt jego wyścigowej klasy następuje podczas Mityngu w Budapeszcie. Zgarnia dwie najpoważniejsze nagrody: Moskwy dla 3-letnich ogierów i klaczy, która przez wiele lat odgrywała rolę Derby międzynarodowych i tak zwany Puchar dla 3-letnich i starszych ogierów i klaczy. To zwycięstwo było jednak kompletnym zaskoczeniem, ale nie dla Czechów, ponieważ oni już wcześniej poznali jego możliwości. Zachwyceni Pink Pearlem Węgrzy chcieli go kupić na pniu (sprowadzili go na reproduktora w 1958 roku). Po powrocie do kraju uległ kontuzji i więcej na starcie się już nie pojawił. I dobrze się stało, że jeden z wyścigów pozagrupowych nosi nazwę jego imienia. Klasa międzynarodowa.

Na zdjęciu: Ogier Pink Pearl. Fot. „125 lat wyścigów konnych w Polsce”.

Kariera wyścigowa:

Jeden z dwóch koni polskiej hodowli w powojennej historii, który zwyciężył w płaskiej gonitwie Grupy 1 (w dodatku dwukrotnie), która to kategoria zarezerwowana jest dla wyścigów o największej randze selekcyjnej. Jeden z dwóch koni polskiej hodowli, który brał udział w najważniejszej porównawczej gonitwie w Europie – Prix de l’Arc de Triomphe G1, zajmując 9 miejsce w 22-konnej stawce. Jedyny koń polskiej hodowli, który rywalizował ze światową czołówką na torach aż trzech kontynentów – Europy i obu Ameryk. Pierwszy w historii „Koń Roku” – tytuł ten otrzymał od dziennikarzy, sprawozdawców wyścigowych w sezonie 1978. W Niemczech, w handicapie generalnym (GAG) został oceniony na 102,5kg!

Na zdjęciu: Wynik techniczny Prix de l’Arc de Triomphe G1 z 1979 roku z książki Arthura Fitzgeralda.

Najpełniejszy opis dokonań Pawimenta znajdujemy w artykule w „Koniu Polskim” w 1981 roku. Autorem jest hodowca tego wyjątkowego konia - Henryk Helak, a tekst nosi tytuł „PAWIMENT WYKORZYSTANA OKAZJA”:

„Po dwuletnim pobycie w Republice Federalnej Niemiec, licznych startach na torach wyścigowych Europy, a nawet świata, oraz odniesionych tam sukcesach, wrócił do kraju w ostatnich dniach grudnia 1980 roku 6-letni ogier pełnej krwi angielskiej Pawiment. Powrócił on w świetnej kondycji fizycznej i psychicznej. W sezonie rozpłodowym 1981 rozpoczął swoją działalność jako ogier czołowy w stadninie pełnej krwi w Rzecznej.

Z dużym zainteresowaniem i niepokojem śledziliśmy przebieg jego kariery na torach zachodniej Europy. Była to bowiem nie tylko kariera tego właśnie konia, ale swego rodzaju konfrontacja osiągnięć hodowli polskiej z zachodnioeuropejską. Konfrontacja ta wypadła nad podziw dobrze, co na pewno podnosi na duchu hodowców polskich, mających dość nieliczne okazje sprawdzenia wyników swojej pracy na arenie międzynarodowej.

Pawiment przyszedł na świat w SK Iwno 2 lutego 1974 r. jako gniady, urodziwy i poprawnie zbudowany syn Mehariego i Pytii. Nieduży wzrost oraz przeciętna kariera wyścigowa jego matki jak i mierność dotychczasowego jej potomstwa, a ponadto niechętnie przyjęta przez hodowców nazwa (z francuskiego – posadzka mozaikowa, również pomost, estrada; niegdyś słowo często używane w liczbie mnogiej np. pawimenta lśniące)nie wróżyły wielkiej kariery.

A jednak, jak się okazało, na wyhodowanie konia o takiej dzielności i sukcesach wyścigowych, jakimi zabłysnął ten ogier, czekała Stadnina Koni Iwno przez 58 lat swego istnienia. Wyhodowano w niej wprawdzie troje derbistów, a mianowicie: Peary (Sickingen — Polar Ice), Hippiasz (Aquino Hiroszima) i Sekwoja (Tuny — Sarabanda), które zdobyły dla Iwna to najwyższe trofeum w latach 1957, 1960 i 1975, oraz konie tej klasy co Chłosta, Issos, Smużka, Oczeret, Ścibór i inne, lecz osiągnięcia wyścigowe Pawimenta są znacznie cenniejsze, ponieważ koń ten walczył doskonale nie tylko z rywalami krajowymi i krajów demokracji ludowej, lecz również w latach 1979 i 1980 w najsilniej obsadzonych gonitwach na zachodzie Europy i w Ameryce.

Matka Pawimenta, urodzona w SK Iwno w 1965 r. klacz Pytia, jako 2-letnia biegała 4 razy, zajmując 2 razy II i 2 razy III miejsce, wygrywając łącznie 5 tys. zł. Jako 3-letnia biegała 7 razy, wygrywając 2 gonitwy, 2 razy była III i 2 razy IV. Ogólna suma wygranych nagród — 17 150 zł nie stawiała jej w grupie najlepszych klaczy. W karierze stadnej dała 8 źrebaków, niestety wyścigowo — poza Pawimentem — bez znaczenia. Nie sprawdzona jest jej córka Prymula, ur. 1972 po og.Mintmaster, którą odesłano z toru do stadniny z adnotacją o nieprzydatności do treningu ze względu na trudny charakter. Klacz ta poddana treningowi sportowemu w klubie jeździeckim Abaria przy SK Iwno okazała się utalentowanym skoczkiem, zyskując sobie w jeździectwie wysoką ocenę, czego dowodem był jej wyjazd na IO do Moskwy. Obecnie, jako jedyna w Polsce kontynuatorka tej rodziny żeńskiej została wcielona do stanu matek SK Iwno i będzie stanowiona ogierem Mehari. Intrygująco przedstawia się jej przyszłość jako matki stadnej.

Początek tej linii żeńskiej w Polsce dała urodzona w 1947 r. klacz Presja, importowana z Anglii do Polski w 1948 r. Wyścigowo nie miała dużych osiągnięć, w stadzie dała zaledwie dwie klacze, z których tylko kl. Putnia, po doskonałym og.Pink Pearl, półbracie derbisty 1948 r. og.Ruch, została wcielona do hodowli. Putnia, nieco lepsza wyścigowo (2 zwycięstwa jako 2-let., 2 jako 3-let.), dała 3 źrebaki, z których na uwagę zasługują: og.Polonez (po Aquino), od lat bardzo dobry czołowy ogier w SK Nowielice, zaliczany do najlepszych dwulatków w swoim roczniku, a następnie Pytia — matka Pawimenta i Prymuli.

Ojciec Pawimenta — og.Mehari, kupiony na aukcji w Newmarket, jest aktualnie jednym z najlepszych ogierów czołowych w Polsce. Jego półbrat Oroso zwyciężył m.in. w Arc de Triomphe w 1957 r. Mehari jako 2-letni biegał tylko raz i to bez miejsca. Jako 3-letni biegał 7 razy, zwyciężając w Royal St. w Sandown (2011m); ponadto dwa razy był II, raz III i 3 razy bez miejsca. Jako 4-letni biegał 5 razy i wygrał 3 gonitwy: Beacon Hill Handicap w Newbury (2640m), Paradise St. w Ascot (3216m) i Prix Kergorlay w Deauville (3000m, II gr.), raz był II i raz III. Dla przypomnienia podaję nazwy najcenniejszego przychówka og.Mehari w Polsce: Araks, Doris Day, Dargin, Monaco, Smużka, Ścibór, Konstelacja.

Pawiment po urodzeniu miał wymiary: 109—84—11,5 cm i ważył 60 kg, natomiast jako odsadek, mający 188 dni, był jednym z najmniejszych w roczniku, choć chował się zdrowo bez żadnych zakłóceń. Odchodząc na tor wyścigowy, był nadal jednym z najmniejszych roczniaków, o wymiarach 154-173-20 cm. Wierząc w słuszność zaplanowanego doboru i nie przeceniając cechy dużego wzrostu jako gwarancji sukcesów, a przewidując iż będzie dzielnym koniem, ulokowałem Pawimenta w uznanej za najlepszą spośród stajen wyścigowych trenujących iwieńskie konie, stajni Iwno pod opieką trenera Stanisława Głowackiego, od 1978 r. prowadzonej przez Jerzego Jednaszewskiego.

Domniemania o wartości Pawimenta sprawdziły się już w jego karierze 2-latka, kiedy to na 7 startów 4 razy był zwycięzcą, a 3 razy na II miejscu, wygrywając łącznie 109 170 zł. Wygrał on gonitwy na dyst. 1200m (Skarba, Stolicy i Criterium), a II miejsca zajął w nagrodach: Pokoju w Pradze (1400m) oraz w Mokotowskiej (1600m). Jako 3-letni startował także 7 razy, wygrywając 4 gonitwy: Strzegomia (1800m), Rulera (1600m), Iwna (Produce — 2200m) oraz ponownie Criterium, w owym roku na dyst. 1300m. Drugie miejsce zajął w Derby, ulegając nieznacznie doskonałej Konstelacji z SK Golejewko. Łączna suma wygranych w wieku 3 lat wyniosła 145 000 zł.

O stosunkowo wysokiej ocenie z jaką spotkał się wśród selekcjonerów w Warszawie świadczy wysłanie go w 1977 r. na wyścigi do Yorku (W. Brytania) jak i Kolonii (RFN). Niestety, zarówno w Yorku w gonitwie Voltigeur Stakes, jak i w Kolonii w Grosser Kaufhof-Preis był bez miejsca. Trudno dziś analizować przyczyny tych niepowodzeń. Jedno jest pewne, że na skutek tych porażek z dużym niepokojem oczekiwaliśmy na przebieg jego kariery jako czterolatka.

Na zdjęciu: W jaskini lwa – na treningu w Yorku. Od prawej: Pawiment pod Mieczysławem Mełnickim, Konstelacja pod Bolesławem Mazurkiem i Negros pod Robertem Sadowskim. Na zdjęciu niewidoczna klacz Smużka.

W 1978 r. biegał 6 razy, wygrywając ponownie 4 razy i to w takich gonitwach jak Widzowa (2600m), Fils du Vent (2600m) i Budapesztu (2400m), w tej ostatniej bijąc doskonałego Adena z ZSRR, oraz zwyciężając w Wielkiej Warszawskiej na dyst. 2600m. W nagr. Prezesa Rady Ministrów (3200m) był II, a w Pucharze Państw Socjalistycznych (2800m) zajął dopiero IV miejsce. Łącznie wygrał jako 4-latek 214 tys. zł. Po tak doskonałej karierze i pozytywnej ocenie jego pokroju został zakwalifikowany na ogiera czołowego, pomimo małego wzrostu, wynoszącego 157 cm. Został też wybrany przez dziennikarzy „Koniem Roku 1978".

Na zdjęciu: Czteroletni Pawiment (dż. Andrzej Tylicki 63kg) pokonuje trzyletniego Christofa (dż. Albin Rejek 57kg) w Wielkiej Warszawskiej w 1978 roku. Fot. Darosław Kędzierski.

Wiele wskazywało na to, że to już koniec kariery wyścigowej Pawimenta. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zainteresował się nim obywatel RFN Waldemar Zeitelhack, właściciel stajni Moritzberg. W jego barwach biegał m. in. ogier Star Appeal - zwycięzca Arc de Triomphe. W pierwszym rzędzie Zeitelhack zasięgnął informacji o Pawimencie u trenera Jerzego Jednaszewskiego, przed paru laty popularnego w Europie zachodniej dżokeja, dzięki swoim wspaniałym sukcesom również na torach RFN. W efekcie wyraził chęć nabycia Pawimenta. Propozycja ta była dla nas nie do przyjęcia. Następna, dyskutowana między p. Zeitelhackiem z jednej strony a Zjednoczeniem Hodowli i Obrotu Zwierzętami oraz Stadniną Koni Iwno z drugiej strony, przewidywała wypożyczenie konia.

Ostatecznie po trzymiesięcznych pertraktacjach ustalono, że og.Pawiment zostanie wypożyczony na 2 lata użytkowania wyścigowego, a całkowity koszt jego transportu, utrzymania, ewentualnego leczenia, ubezpieczenia, zapisów itp. ponosi w całości W.Zeitelhack. Zaznaczono również jako warunek, że koń musi być wszędzie zapisywany pod niezmienioną nazwą z podaniem, że właścicielem i hodowcą jest SK Iwno. Ponadto W.Zeitelhack, w zamian za wypożyczenie Pawimenta dostarczy Polsce nieodpłatnie i na zawsze ogiera czołowego wybranego przez przedstawicieli polskiej hodowli, zaś po powrocie Pawimenta do Polski Zeitelhack będzie miał prawo wyboru na własność jednego konia z 4-latków wyhodowanych w Iwnie, z wyłączeniem ogierów i klaczy przeznaczonych do hodowli.

Za przyjęciem tej wersji przemawiała nadarzająca się okazja sprawdzenia konia naszej hodowli we współzawodnictwie z końmi Europy zachodniej przy założeniu, że koń ten będzie poddany obowiązującemu tam treningowi i żywieniu według norm zachodnich oraz według tamtejszych zwyczajów manażowany w wyścigach.

Po podpisaniu porozumienia Pawiment został zabrany do RFN. Niestety, przez cały okres pertraktacji stał bez treningu w macierzystej stadninie, do której przybył z toru po zakończeniu sezonu wyścigowego. Przerwa ta spowodowała, że pierwszy start był — jak na warunki zachodnie — bardzo opóźniony i nastąpił dopiero 20 maja. Minął on bez efektu. Ponownie Pawiment biegał 3 czerwca w Dortmundzie na dyst. 2400m pod wagą 60kg w Grosser Preis von Dortmund (Grupa III). Pod dżokejem Peterem Remmertem Pawiment pokonał w nim o krótki łeb niosącego o 7 kg mniej 5-let. og.La Tour, za którym o szyję był jego młodszy półbrat og.Lorimer. W pobitym polu znalazły się takie konie jak derbista Zauberer, zwycięzca St. Leger Donat i bardzo dobry Ebano - zwycięzca Preis von Europa z 1977 r. Zwycięstwo to zwróciło na Pawimenta ogólną uwagę; m. in. fachowy kwartalnik Vollblut Zucht und Rennen poświęcił mu 3-stronicowy artykuł pod znamiennym tytułem „Jako gość w Republice Federalnej Niemiec, Pawiment zwycięzcą w Grosser Preis von Dortmund".

Startując 14 października tegoż roku w Preis von Europa w Kolonii, Pawiment zajął V miejsce, dopełniając sukcesu polskiej hodowli, bowiem, jak wiadomo, II miejsce w tejże gonitwie zajął og.Czubaryk, a IV og.Skunks, oba hodowli SK Kozienice. Wynik ten należy uznać jako doskonały, zważywszy że Pawiment startował w Kolonii w 8 dni po morderczym starcie w Prix de l'Arc de Triomphe w Paryżu, gdzie zajął VIII miejsce (błąd autora, rzeczywiście był dziewiąty – przyp. red.), biegnąc wraz z 22 końmi, wśród których był kwiat hodowli europejskiej jak również reprezentanci USA i Argentyny.

Z Kolonii Pawiment ponownie wrócił do Paryża, by 28 października wystartować na dyst. 3100m w Prix Royal Oak (G1), gdzie zajął VI miejsce. Ogółem na 9 startów w 1979 r. raz był I i raz III. Zestawiając daty poszczególnych startów łatwo zauważyć jak trudne zadania stawiano temu koniowi.

Starty w 1980 r., początkowo dość liczne, dały Pawimentowi dwukrotnie IV miejsce. Lipiec i sierpień były okresem odpoczynku. Pod koniec sierpnia (24) wystartował we Frankfurcie n. Menem w Grosser Preis von Hessen (2100 m) i odniósł zwycięstwo. Olbrzymim sukcesem zakończył się start w dniu 12 października w Preis von Europa w Kolonii. Manażer poznał możliwości konia i konsekwentnie przygotowywał go do tej gonitwy. Zwycięski wynik był jednak zaskoczeniem tak dla samego trenera Charlie Seifferta i dżokeja Otto Gervaia, jak i wielu innych osób. Wierzył w nie — jak sam twierdzi — p. Zeitelhack.

Na zdjęciu: Pawiment zwycięża w Preis von Europa G1 w Kolonii. Fot. „Bomba w górę”.

Przebieg gonitwy podaję za Sport-Welt: „przed trybuną wysunęły się na czoło Ataxerxes i Goboj, przed Senatorem i Awatem, blisko był Dhausli i Strong Gale, Nebos na 10 miejscu, a na końcu Pelopones za Pawimentem. Naprzeciw bramy prowadził Ataxerxes, za nim Goboj, Senator, Awat, Dhausli, Wauthi, Torus, Marracci, Strong Gale i Nebos, z tyłu Silver Look, Arcosanti, Pelopones i Pawiment, który razem z ostatnim Staurem biegł po zewnętrznym kole. Przed ostatnim zakrętem prowadził Goboj. Na początku prostej na czoło wysunął się Ataxerxes; szczególnie uważnie obserwowany faworyt Nebos, mocno jechany przez Lutza Maedera, wysunął się do prowadzącej grupy. Dwieście metrów przed celownikiem Nebos doszedł do Dhausli, Ataxerxesa i zwalniającego Wauthi, gdy niezauważony Pawiment „jak pocisk" wyskoczył do przodu. Niewątpliwie dobre tempo wyścigu było dla niego bardzo odpowiednie, ale sam Otto Gervai miał prawo być zaskoczonym, gdy senior wyścigu wchodzący na prostą dużym kołem biegł tak skutecznie. Około 100m przed celownikiem jeszcze raz nabrał oddechu i łatwo zwyciężył."

Ciekawe są wypowiedzi uczestników wyścigu. Dżokej Gervai powiedział: „byłem prawie przerażony kiedy Pawiment lekko wyszedł na czoło, wydawało mi się to cudem. Celowo jechałem po zewnętrznym torze, szukając lżejszej bieżni".

Trener Seiffert: „miałem nadzieję, że Pawiment wyjdzie z tej afery dobrze, ale z tak przekonywającym wynikiem naturalnie się nie liczyłem. Było bardzo dobre, że Pawiment galopował po zewnętrznej, bo mógł bez przeszkód wyskoczyć do przodu; było to moje najładniejsze osiągnięcie".

Miejsce II zajął francuski 3-1. og.Dhausli, a III ogólny faworyt, Koń Roku 1980 w RFN — Nebos (Caro — Nostrana po Botticelli), który nawiasem mówiąc, podobnie jak Pawiment w roku ubiegłym, próbował na tydzień przed Kolonią swych sił w Arc de Triomphe, gdzie zajął V miejsce. Nebos, syn francuskiego championa reproduktorów, sprzedanego do USA, to jeden z najlepszych koni wyhodowanych w RFN po wojnie. W ciągu 3 lat startów biegał 18 razy z czego 12 razy był I, 4 razy II i raz III, wygrywając 1 205 955 DM. Z gonitw I grupy „Patern Races" wygrał 4: Grosser Preis von Berlin (2 razy), Grosser Preis von Baden i Preis von Europa w ubiegłym roku.

Poza nim w pobitym polu znalazły się takie konie jak włoski derbista z 1979 r. Marracci, który w sezonie 1980 wygrał Gran Premio di Milano (I gr.), 3-let. Wauthi, zwycięzca dwóch klasycznych gonitw w RFN: Henckel-Rennen i St. Leger, a także Aral-Pokal (I gr.), gdzie pokonał Nebosa; czy wreszcie znane nam z mityngów KDL radzieckie ogiery: Staur, Goboj i Awat.

Zachęcony sukcesem p. Zeitelhack postanowił wysłać naszego wychowanka do Włoch, gdzie był zapisany do Gran Premio del Jockey Club e Coppa d'Oro w Mediolanie — w wyścigu Grupy 1 (2400m). Przekonani o doskonałej formie Pawimenta wszyscy jego sympatycy byli tym razem pewni zwycięstwa. Przewidywania te spełniły się nadspodziewanie, ponieważ Pawiment wygrał ten wyścig zdecydowanie o 8 długości. Pod znamiennym tytułem „Władczy Pawiment zwycięża również w San Siro" podała prasa niemiecka informację o tym zwycięstwie. W wyścigu tym biegały takie konie jak derbista Garrido, oaksistka Marmolada i zwycięzca St. Leger Lotar.

Według krótkiego opisu tego wyścigu, znający już dobrze swego pupila dżokej Otto Gervai pozwolił mu na  początku spokojnie „złapać właściwy mu takt i tempo". Po wyjściu na prostą, gdy Marmolada traciła już szybkość w ataku na pozycję Lotara, wykorzystał doskonałą końcówkę Pawimenta. W ten sposób Pawiment zwyciężył z przygniatającą przewagę 8—8—7 1/2 długości przed Lotarem i Marmoladą.

Po tym drugim z kolei wspaniałym wyścigu manażer oświadczył, że wysyła konia do Santa Anita w Kalifornii na wysoko dotowaną gonitwę (150 tys. dol.) na dystansie 2400m — Oak Tree Invitational St., Grupa 1. Wyścig ten odbył się w dniu 26 października, a więc 3 tygodnie po Mediolanie. Transport konia odbył się oczywiście drogą lotniczą. W wyścigu tym Pawiment zajął dobre VI miejsce. Nie znamy opisu tej gonitwy, ani też nie słyszeliśmy ustnej relacji.

I ten wyścig nie zakończył kariery Pawimenta. Postanowiono go jeszcze spróbować — tym razem w Argentynie na torze w San Isidro w Gran Premio International Carlos Pellegrini (G1, dyst. 2400m). Relację z tego wyjazdu znamy tylko z ustnego podania. Koń po powrocie z USA został poddany 8-dniowej kwarantannie, po której odbył jeden galop i odleciał do Buenos Aires. W dniu 14 grudnia przy temperaturze powietrza 35°C biegał w grupie 22 koni pod wagą 61 kg i zajął (podaję to na odpowiedzialność informatora p. Klotza — kierownika Stadniny w Harzburg) VI miejsce, będąc bardzo blisko. Należy tu dodać — tym razem już na podstawie danych oficjalnych — że czas gonitwy wyniósł 2'26,09".

Był to już ostatni wyścig w jego bardzo długiej i jakże bogatej karierze. Prosto z Argentyny powrócił Pawiment do Polski i 22 grudnia stanął w boksie swej macierzystej stadniny. Łącznie w 1980 roku startował 14 razy i to 5 razy w gonitwach I grupy. W rozmowach prowadzonych w gronie kolegów fachowców obawialiśmy się, że Pawiment wróci do Polski zupełnie wyeksploatowany. Jakież miłe było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy konia w idealnej wprost kondycji, na kryształowo czystych nogach, wesołego, po którym nie tylko nie było widać zmęczenia wyścigami, ale nawet długotrwałą podróżą. Życzyć sobie można, ażeby zawsze konie miały takie zdrowie jak Pawiment i tak znosiły trudy ciężkich wyścigów.

W podsumowaniu nasuwają się odpowiedzi na pytania, jakie z różnych ust padały na temat korzyści odniesionych z takiej transakcji. Po pierwsze podobnej możliwości startów na tylu zagranicznych torach nie miał dotychczas w polskiej hodowli koni pełnej krwi angielskiej po wojnie żaden koń. Dobrze się stało, że Pawiment tak świetnie wykorzystał tę okazję. Pozwoliło to na znacznie szersze sprawdzenie jego wyścigowych możliwości. Doszło w ten sposób niejako do konfrontacji z hodowlą zachodnioeuropejską, a także północno- i południowoamerykańską.

Jego udane występy w poważnych wyścigach międzynarodowych potwierdziły duże możliwości polskiej hodowli. Nie mając żadnych wpływów z wygranych, nie ponosiliśmy również żadnych kosztów, ani ryzyka przegranych. Po drugie zyskaliśmy dla polskiej hodowli na własność ogiera czołowego hodowli niemieckiej Babant. Za niego daliśmy konia o standardzie średniej klasy eksportowej — 4-let. ogiera Śmigoń (Effort — Salwa), który zgodnie z umową 1979 r. przeszedł na własność p. Zeitelhacka, jakkolwiek zabiegał on o og.Czempiń.

W tym roku w ślady Pawimenta, na innych już warunkach idzie Czubaryk z Kozienic, korzystając w pewnym sensie z furtki, którą otworzył Pawiment.

Kończąc chciałbym w imieniu dumnej z wyhodowania Pawimenta załogi Stadniny Koni Iwno podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do umożliwienia jego startów na torach zagranicznych. Na pierwszym miejscu dziękuję byłemu dyrektorowi Zjednoczenia Hodowli i Obrotu Zwierzętami w Warszawie dr. Pawłowi Warchołowi, który bardzo skutecznie zaakceptował ten projekt, mgr. Jerzemu Budnemu, z którym załatwialiśmy zarówno sprawę samej wymiany jak i wyboru konia wymiennego z RFN, oraz Jerzemu Jednaszewskiemu, który podsunął p.Zeitelhackowi kandydaturę Pawimenta.  

Na zakończenie podaję pełny przebieg kariery wyścigowej Pawimenta podczas jego pobytu w RFN:

Rok 1979:

Pierwszy jego start wypadł 20.V na torze w Baden-Baden w Grosser Preis der Badischen Wirtschaft, II gr. suma nagr. 120 tys. DM, dyst. 1800m, był bez miejsca biegnąc pod wagą 62 kg

2. Dortmund, 3.VI, Grosser Preis von Dortmund, II gr., 75 tys. DM, 2400m, I m, 60 kg, wygrał 44 tys. DM.

3. Hamburg, 30.VI, Grosser Hansa-Preis, II gr., 102 tys. DM, 2200m, 61,5 kg, b.m.

4. Dusseldorf, 22.VII, Grosser Preis von Berlin, I gr., 204 tys. DM, 2400m, 60,5 kg. b.m.

5. Baden-Baden, 2.IX, Grosser Preis von Baden, I gr., 300 tys. DM, 2400m, 60 kg., b.m.

6. Krefeld, 16.IX, Grosser Preis von Krefeld. 34 tys. DM, 2100m, III m wygrał 4000 DM.

7. Longchamp (Francja), 7.X, Prix de L'Arc dc Triomphe, I gr., 2040 tys.  Fr., 2400m, 58,5 kg, b.m.

8. Kolonia, 14.X, Preis von Europa, 1 gr. 510 tys. DM, 2400m, 59 kg, b.m.

9. Longchamp (Francja), 28.X, Prix Royal Oak, I gr., 510 tys. Fr, 3100m, 58,5 kg, b.m.

Rok 1980:

1. Gelsenkrichen-Horst, 13.IV, Grosser Preis der Stadt Gelsenkirchen, III gr, 51 tys. DM, 2400m, 58,5 kg, b.m.

2. Kolonia, 27.IV, Gerling-Preis, 75 tys. DM, 2400m, 58 kg, IV m. wygrał 4500 DM.

3. Baden-Baden. 10.V. Oleander-Rennen, 22 tys. DM, 3200m, 60,5 kg, b.m.

4. Dortmund, 25. V, Grosser Preis von Dortmund, III gr., 75 tys. DM 2400m, 58 kg, IV m. wygrał 4500 DM.

5. Monachium, 31.V, Allianz-Pokal, 41 tys. DM, 2400m, 61 kg, b.m.

6. Hamburg, 29.VI, Preis der Spielbank Hamburg, 34 tys. DM, 2200m, 59,5 kg, b.m.

7. Hamburg. 6.VIII, Grosser Karstadt-Preis, 35 tys. DM, 1800m, 58,5 kg, b.m.

8. Frankfurt, 24.VIII, Grosser Preis von Hessen, 70 tys. DM, 2100m, 57,5 kg, I m. wygrał 40 tys. DM.

9. Baden-Baden, 7.IX. Grosser Preis von Baden, I gr., 300 tys. DM 2400m, 58 kg, b.m.

10. Monachium, 21.IX, Grosser Preis der Bayerischen Wirtschaft, 102 tys. DM, 2100m, 58 kg, b.m.

11. Kolonia. 12.X, Preis von Europa, I gr., 510 tys. DM, 58 kg, I m. wygrał 300 tys. DM.

12. Mediolan (Włochy), 26.X, Gran Premio del Jockey Club e Copa d'Oro, I gr., 2400m, 58,5 kg, I m., wygrał 75 mln L.

13. Santa Anita, California (USA), 16.XI, Oak Tree International St., I gr., 150 tys. dol. dla pierwszego konia, b.m.

14. San Isidro, Buenos Aires (Argentyna), 14.XII, Gran Premio International Carlos Pellegrini, 2400m, 61 kg, b.m.

W sumie w ciągu 2 lat startował 23 razy, z czego 8 razy w wyścigach I grupy „Pattern Races": 4 razy był I, raz III i 2 razy IV. Wygrał 397 000 DM i 75 mln lirów (ok. 160 tys. DM).

Kariera hodowlana:

Jak wszyscy zajmujący boksy czołowych synowie ogiera Mehari, tak i Pawiment nie spełnił niestety pokładanych w nim hodowlanych nadziei. W latach 1981-88 stacjonował w Rzecznej, Widzowie i Iwnie, gdzie pokrył łącznie 139 klaczy, zaźrebiając 117 (84,2%). Dziewięć (6,5%) klaczy poroniło, jedna (0,7%) padła źrebna, 16 (11,5%) źrebiąt urodziło się martwych, padło lub zostało zgładzonych. Nazwanych źrebiąt było 80 (57,6%). Ponadto w latach 1989-90 rezydował Pawiment w reaktywowanej właśnie SK Krasna, gdzie pokrył tylko 3 klacze i nie doczekał się potomka. W sezonach 1992-93 i 95 u hodowców prywatnych urodziło się 9 źrebiąt po Pawimencie.

Z tych, które biegały zdecydowanie najlepszym był pochodzący z drugiego rocznika (1983) ogier JARZĄB (od Jaglina po Antiquarian) hod. SK Rzeczna. Dzielny kasztan zinbredowany 3x3 na ogiera De Corte, biegał 2-4 letnim 18 razy, zwyciężając 4 razy, w tym w Próbnej, Syreny oraz Hoppegartener Meile w Berlinie i Nagrodzie Bukaresztu na Mityngu w Moskwie. Był też drugi w Rzecznej i Syreny, dwukrotnie w sprincie (Cena MPVz SSR) w Bratysławie oraz trzeci w nagrodach Stolicy, Bukaresztu na Mityngu KDL w Karlovych Varach, Haracza, a także piąty w Budapesztu na Mityngu w stolicy Węgier i w Dreźnie (Preis der Zentralstelle fur Pferdezucht). Wygrywał i podróżował w każdym z trzech sezonów, więc tak jak jego ojciec miał międzynarodową karierę, choć oczywiście w ramach Krajów Demokracji Ludowej.

Na zdjęciach międzynarodowy sukces og.JARZĄB na Mityngu KDL w Moskwie w 1987 roku:

1.       Wynik techniczny na karcie z programu wyścigowego Nagrody Bukaresztu 1400m – 1’28.4” (24.6 – 29.6 – 34.2). Na błotnistej z powodu ciągłych opadów, piaszczystej bieżni 4-letni JARZĄB (60kg) o 1 ½ długości wyprzedził radzieckiego 3-latka Srok (57kg), za którym trzecia (2 ½ dł.) była polska klacz Kamfora (Dakota – Kodeina po Beauvallon) hod. SK Golejewko pod dżokejem Józefem Gęborysem (55kg).

2.       Na celowniku - JARZĄB przed Srokiem.

3.       Trener polskiej ekipy Stanisław Sałagaj, Jarząb (przygotowywany przez tr Arkadiusza Goździka) i dżokej Jerzy Ochocki.

4.       Dekoracja zwycięzców w Nagrodzie Bukaresztu. Roman Gągorowski (drugi od lewej), Jerzy Budny (czwarty od lewej). Z ogierem JARZĄB trener Stanisław Sałagaj i dżokej Jerzy Ochocki. Pierwszy  z prawej - szef polskiej ekipy Tadeusz Milanowski.

Widzowska klacz MONDA (od Manta po Conor Pass) ur. 1985 ma w rodowodzie inbred 3x5 na ogiera De Corte.  Biegała tylko w wieku 3 lat, a jej bilans to 10 startów: 4xI (Wilanowska, Zamknięcia Sezonu), 1xII (Służewca), 2xIV, 3xbm (Intryganta). Solidnymi końmi wyższych grup były również: ODRZUTOWIEC (Mandant; 5xI, Wilanowska, 2m.Służewca, Golejewka, 3m.Widzowa, 4m.Zamknięcia Sezonu), BUKSZPAN (Taurów; 4xI, Otwarcia, 2m.Otwarcia, 3m.Pink Pearla), Tymbark (Taurów; 4xI, 2m.Rulera, Iwna, Wilanowska, 3m.Próbna, Rozpoczęcia Sezonu Letniego, 4m.Skarba, Balustrade, biegał z powodzeniem przeszkody w Niemczech - GAG 92kg), siostry Nepalka (Antiquarian; 2xI, Próbna, 2m.Efforty) i Nawłoć (Antiquarian; 3xI, 2m.Próbna, Mortimera, 3m.Cardei) oraz TRUSKAWKA (Tuny; 9xI, 2m.Służewca). Solidnym szermierzem wyższych grup był WOŁCZYN (Antiquarian). Jak widać najlepsze rezultaty przynosiło łączenie Pawimenta z klaczami po ogierach Antiquarian, Taurów i Tuny.

Córki Pawimenta okazały się całkiem pożytecznymi matkami. MONDA dała Modestę (Five Star Camp; 3m.Oaks), NAWŁOĆ – Narda (Long Meadows; 2m.Strzegomia), a PADWA (Negresco) – ogiera PUNKT (Renvers; Jaroszówki, Haracza). Zinbredowana 4x4 na og.Pink Pearl klacz SOBOTA (Tuny) urodziła SOTNIĘ (Saphir; Efforty) i SOMERTONA (Saphir; Pink Pearla), natomiast GHAZA (Taurów) jest drugą matką GHORIO (Zafonium; Sac-a-Papier), a TRUSKAWKA trzecią matką odnoszące spektakularne sukcesy we francuskich płotach TUNISA.

W hodowli koni sportowych czołowym w stadninach półkrwi był zinbredowany 4x5 na og.Pink Pearl syn Pawimenta SKALEŃ (od matki po Babant).

Wspomnienie:

Na zdjęciu: Dżokej Andrzej Tylicki, ogier Pawiment i trener, a wcześniej doskonały dżokej Jerzy Jednaszewski po zwycięstwie w Nagrodzie Budapesztu na Mityngu KDL w Warszawie. Fot. „Bomba w górę”. 

W 1978 roku podczas uroczystej dekoracji po zwycięskiej dla Pawimenta Wielkiej Warszawskiej gratulacje odbierali trener Jerzy Jednaszewski i dżokej Andrzej Tylicki. Mimo niesprzyjającej aury, licznie zgromadzona, niezawodna i znająca się na rzeczy służewiecka publiczność podczas rundy honorowej nagrodziła gromkimi brawami defilującą w padoku trójkę wielkich bohaterów. Lepszego  debiutu w roli szkoleniowca, jeden z najlepszych jeźdźców w powojennej historii, nie mógł chyba sobie wymarzyć, a dla dzielnego konia i nieprzeciętnie utalentowanego, młodego dżokeja sukces w najpoważniejszym porównawczym wyścigu sezonu okazał się przepustką do prawdziwie międzynarodowych karier.

Na zdjęciach: Okładka (powyżej) i strona z programu wyścigowego z listą startową – Wielka Warszawska 1978 (poniżej).